Ktoś słusznie zauważył, że powinnam opisać tu sytuację, która miała miejsce wczoraj gdy spokojnie wracałam sobie autobusem z uczelni.
Mianowicie:
Jadę. Stoję w tylnej części autobusu, na przeciwko przedostatnich drzwi przegubowca. Obok mnie stoi dwóch studentów. Dookoła siedzą ludzie. Na następnym przystanku wsiada do autobusu Pan Żul. Pan Żul targa przewleczone przez ramię krzesło biurowe niepierwszej świeżości. Drugie ramię nosi równie nieświeżą torbę sportową. Pan Żul rozgląda się dookoła po czym wyplątuje się z krzesełka, stawia je na środku autobusu i na nim siada. Siedzi i dzielnie próbuje utrzymać równowagę swoją i krzesełka podczas jazdy. Krzesełko najwyraźniej nie chciało współpracować, więc Pan Żul przestawił je pod drzwi tak aby nie miało możliwości jeździć po całym autobusie. Radośnie mamrolił sobie pod nosem i z nieświeżej torby wyciągnął pięciolitrową butelkę wody. Pociągnął z niej sążny łyk i schował z powrotem. Za niecałe dziesięć sekund wyjął butelkę z piwem, otworzył przy okazji się oblewając i również pociągnął łyk. Zakręcił butlę i schował. Za kolejne dziesięć sekund znów wyciągnął wodę, ale widocznie napicie się jej mu nie wystarczyło bo połowę wylał sobie na głowę. I w tym momencie obserwujący go pasażerowie nie wytrzymali. Sytuacja wzbudziła gromki śmiech ale Pan Żul najwyraźniej nie miał poczucia humoru. Kilka razy wymieniał butelkę z wodą na butelkę z piwem aby końcu, KULTURALNIE napić się z papierowego kubeczka, również znalezionego w torbie (Pan Żul był chyba zaskoczony obecnością tegoż kubeczka). Przelał sobie piwko do papierka i tak przejechał jeszcze dwa przystanki. Potem wziął kubeczek, torbę i krzesełko i wysiadł aby rozstawić się ze swoim dobytkiem na środku chodnika.
Jak bardzo nie trawię pijaków i ich panoszenia się w komunikacji miejskiej i rozsiewania swojskich zapachów wokoło, tak ta sytuacja rozbawiła mnie niezwykle. I dobrze to ktoś podsumował: nie płaci za bilet to własne krzesełko przynosi ;)
*sytuacja nie rozdrażniła mnie więc może nie na temat, ale uznałam, że jest warta ujawnienia
wiem kto tak podsumował i namówić Cię do tego wpisu :)
OdpowiedzUsuńOoo proszę, jaki wygodny! Ja pamiętam jak jechałam w LA autobusem i pewien bezdomny chciał wsiąść. Oczywiście nikomu to nie przeszkadzało, poza faktem, że tam bezdomni noszą się z całym swoim ekwipunkiem i dorobkiem ze sobą. Jakieś 5 toreb w tym uwaga... Kot, który był w takim transporterku. No, a że zwierząt nie można nosić to była długo afera, pan wniósł swoje rzeczy (tak, kierowcy tam zawsze czekają...) ale gdy chciał wtarmosić kota to pani kierowca zamknęła mu drzwi przed nosem i chciała ruszyć. Ów pan bezdomny stanął przed maską autobusu i nie chciał odejść. Pani nawet na policję zadzwoniła... 15 minut afery, że chce przewieźć kota w transporterze, żeby go potem w końcu do autobusu wpuścić. Nie lubię niepotrzebnych scen... :/
OdpowiedzUsuń