Byłam ostatnio w KFC. Bywam tam często bo lubię ichniejsze żarełko. Ale ostatnio doszłam do wniosku, że czas sobie znaleźć innego ulubionego fast fooda. Dlaczego?
1. Frytki! Nowy "rodzaj/smak" frytek dla mnie jest nie do przejścia. Jadłam je wiele razy i każde kolejne pudełeczko smakuje mi coraz mniej bo mam wrażenie jakbym jadła rozgotowaną i potem podsmażoną tekturę. Jak uwielbiam frytki tak te z KFC są dla mnie nie do zaakceptowania.
2. Krusher! Piłam/jadłam go dwa razy, w tym ostatnio kilka dni temu. Wzięłam tego z Lionem. Wszystko byłoby spoko gdyby nie to że był potwornie zimny (ma być zmrożony ale picie go nie było przyjemne). Co więcej, kawałki batonika wędrujące przez grubą słomkę powodowały, że czekałam aż się zadławię. Tak więc nie! Smak dobry ale ten deser to takie połączenie lodów McFlurry z Shake z konkurencji. Nic na siłę.
Dodam że skusiłam się na niego ze względu na olbrzymią kampanię reklamową i wszędobylskie plakaty ukazujące deserek. A! I zapomniałabym o najważniejszym: CENA. Jest kosmiczna. Ponad 5 zł za maleńki kubeczek (0,2l?) i ponad 7 zł za kubeczek trochę większy (coś jak średni napój albo i mniejszy). Ma-sa-kra cenowa.
3. Zestaw na wynos. W standardowym zestawie jest kanapka, frytki i dolewka. W zestawie na wynos- kanapka, frytki i puszka 0,3 napoju. Oba zestawy w takich samych cenach ale napoju... jakby mniej. Po prostu się nie opłaca.
Tak więc, pozostaje mi Burger King- po części jestem wierna firmie, bo KFC i Burger King wywodzą się z jednej spółki. Dlaczego nie McDonald? Bo jest przekombinowany- coraz mniej klasyki a coraz więcej krewetek i innych łódeczek
wtorek, 10 lipca 2012
niedziela, 8 lipca 2012
O kulturze a raczej jej braku
Pracuję w sklepie. Praca nie jest najwyższych lotów ani nie zaspokaja moich ambicji ale na razie nie mogę sobie na więcej pozwolić. Grunt, że jest i sprawia mi przyjemność. Prawie ciągle.
Ja jestem niezwykle cierpliwą osobą i nawet klienci przyznają. że dzielnie znoszę ich wybrzydzanie. Co więcej, jestem uprzejma. Niezależnie od tego czy mam dobry dzień czy zły- jestem miła, staram się klientowi pomóc, doradzić. Ale cholera mnie bierze gdy wchodzi klient do sklepu i ani me, ani be ani nawet "pocałuj mnie w dupę". Kultura nakazuje, aby powiedzieć to głupie "dzień dobry" wchodząc do pomieszczenia. To tak niewiele a stawia człowieka w lepszym świetle. Ja wiem, że jestem pracownikiem, ja wiem że ja jestem dla klienta a nie klient dla mnie. Ale szanujmy się wzajemnie! To, że ja jestem osobą pracującą w sklepie a klient osobą zostawiającą w tymże sklepie pieniądze, nie oznacza, że można mnie traktować jak osobę niższej kategorii. A niestety, tak się czuję, gdy wchodzi kobieta (tak, to kobiety się nie witają! Nie zdarzyło mi się chyba nigdy żeby mężczyzna wchodząc do sklepu nie przywitał się) i godnym krokiem przemierza cały sklep bez słowa. Przykre. Serio.
P.S. Taki mały bonus: ludzie zaglądający do sklepu przez szybę z taką fascynacją jakby co najmniej Boga zobaczyli i do tego liżący lody w wafelku wyglądają śmiesznie z perspektywy sprzedawcy ;) Chcesz coś obejrzeć to nie bój się wejść* (i powiedzieć na wejściu "dzień dobry")- sprzedawca nie gryzie :)
* Jak już zjesz lody
Ja jestem niezwykle cierpliwą osobą i nawet klienci przyznają. że dzielnie znoszę ich wybrzydzanie. Co więcej, jestem uprzejma. Niezależnie od tego czy mam dobry dzień czy zły- jestem miła, staram się klientowi pomóc, doradzić. Ale cholera mnie bierze gdy wchodzi klient do sklepu i ani me, ani be ani nawet "pocałuj mnie w dupę". Kultura nakazuje, aby powiedzieć to głupie "dzień dobry" wchodząc do pomieszczenia. To tak niewiele a stawia człowieka w lepszym świetle. Ja wiem, że jestem pracownikiem, ja wiem że ja jestem dla klienta a nie klient dla mnie. Ale szanujmy się wzajemnie! To, że ja jestem osobą pracującą w sklepie a klient osobą zostawiającą w tymże sklepie pieniądze, nie oznacza, że można mnie traktować jak osobę niższej kategorii. A niestety, tak się czuję, gdy wchodzi kobieta (tak, to kobiety się nie witają! Nie zdarzyło mi się chyba nigdy żeby mężczyzna wchodząc do sklepu nie przywitał się) i godnym krokiem przemierza cały sklep bez słowa. Przykre. Serio.
P.S. Taki mały bonus: ludzie zaglądający do sklepu przez szybę z taką fascynacją jakby co najmniej Boga zobaczyli i do tego liżący lody w wafelku wyglądają śmiesznie z perspektywy sprzedawcy ;) Chcesz coś obejrzeć to nie bój się wejść* (i powiedzieć na wejściu "dzień dobry")- sprzedawca nie gryzie :)
* Jak już zjesz lody
Subskrybuj:
Posty (Atom)