niedziela, 8 lipca 2012

O kulturze a raczej jej braku

Pracuję w sklepie. Praca nie jest najwyższych lotów ani nie zaspokaja moich ambicji ale na razie nie mogę sobie na więcej pozwolić. Grunt, że jest i sprawia mi przyjemność. Prawie ciągle.
Ja jestem niezwykle cierpliwą osobą i nawet klienci przyznają. że dzielnie znoszę ich wybrzydzanie. Co więcej, jestem uprzejma. Niezależnie od tego czy mam dobry dzień czy zły- jestem miła, staram się klientowi pomóc, doradzić. Ale cholera mnie bierze gdy wchodzi klient do sklepu i ani me, ani be ani nawet "pocałuj mnie w dupę". Kultura nakazuje, aby powiedzieć to głupie "dzień dobry" wchodząc do pomieszczenia. To tak niewiele a stawia człowieka w lepszym świetle. Ja wiem, że jestem pracownikiem, ja wiem że ja jestem dla klienta a nie klient dla mnie. Ale szanujmy się wzajemnie! To, że ja jestem osobą pracującą w sklepie a klient osobą zostawiającą w tymże sklepie pieniądze, nie oznacza, że można mnie traktować jak osobę niższej kategorii. A niestety, tak się czuję, gdy wchodzi kobieta (tak, to kobiety się nie witają! Nie zdarzyło mi się chyba nigdy żeby mężczyzna wchodząc do sklepu nie przywitał się) i godnym krokiem przemierza cały sklep bez słowa. Przykre. Serio.

P.S. Taki mały bonus: ludzie zaglądający do sklepu przez szybę z taką fascynacją jakby co najmniej Boga zobaczyli i do tego liżący lody w wafelku wyglądają śmiesznie z perspektywy sprzedawcy ;) Chcesz coś obejrzeć to nie bój się wejść* (i powiedzieć na wejściu "dzień dobry")- sprzedawca nie gryzie :)


* Jak już zjesz lody

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz